Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Niani. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Niani. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 września 2018

Bezpłatne warsztaty dla Mamy i Taty


    Cześć, cześć. Dzisiaj krótko, chciałam bowiem podzielić się z Wami informacjami na temat ciekawych [bezpłatnych!] warsztatów dla Rodziców i Opiekunów, które we wrześniu i październiku będą się odbywać w różnych zakątkach Polski. Może akurat znajdą się wśród Was zainteresowani? Super! Pamiętajcie, ażeby wcześniej dokonać rejestracji/zapisu na interesujące Was wydarzenia!
   

Bezpieczny Maluch

Warsztaty mające na celu edukację z zakresu bezpieczeństwa i zdrowego rozwoju Dziecka. Głównie przeznaczone dla przyszłych Rodziców. W razie wolnych miejsc również dla obecnych Rodziców, bliskich krewnych i opiekunów.

Miejsca [alfabetycznie]: Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia, Grudziądz, Katowice, Kielce, Kraków, Lublin, Łódź, Nowy Sącz, Opole, Poznań, Rzeszów, Siedlce, Warszawa, Wrocław

Czas: wrzesień/październik 2018, w zależności od miasta

Prowadzący: ratownik medyczny kampanii Bezpieczny Maluch

Koszt: bezpłatnie

Tematyka warsztatów: #bezpieczeństwo dziecka, #bezpieczeństwo kobiety ciężarnej, #pierwsza pomoc, #bezpieczne podróżowanie

Szczegółowe informacje i zapisy na -> oficjalnej stronie kampanii



Mamo, to ja

Bezpłatne warsztaty dla kobiet w ciąży i młodych Rodziców. Dla opiekunów także [jako niania już w nich uczestniczyłam].

Miejsca: Białystok, Bielsko-Biała, Bydgoszcz, Częstochowa, Gdańsk, Gdynia, Gorzów Wlkp., Katowice, Kielce, Koszalin, Kraków, Lublin, Łódź, Olsztyn, Poznań, Płock, Radom, Rzeszów, Sosnowiec, Szczecin, Toruń, Warszawa, Wrocław

Czas: wrzesień/październik 2018, w zależności od miasta, dokładne informacje bezpośrednio na stronie

Prowadzący: specjaliści z zakresu danych dziedzin

Koszt: bezpłatnie

Tematyka warsztatów: #zdrowie i rozwój dziecka, #zdrowie kobiety ciężarnej, #krew pępowinowa, #pierwsza pomoc w nagłych wypadkach

Zapisy i szczegóły na oficjalnej stronie -> Mamo, to ja




Planeta-Dziecko

Cykl bezpłatnych spotkań dla przyszłych i obecnych Rodziców.

Miejsca: Bydgoszcz, Gdańsk, Gdynia, Grudziądz, Lublin, Łódź, Opole, Piotrków Trybunalski, Płock, Poznań, Radom, Sieradz, Toruń, Warszawa, Wrocław,

Czas: październik/listopad 2018, termin zależny od wyboru miasta

Prowadzący: specjaliści z zakresu pielęgnacji i rozwoju dziecka oraz dietetycy

Koszt: bezpłatnie

Tematyka: #rozwój dziecka, #tematy TABU, #zdrowie, #ciąża, #pierwsza pomoc

Szczegółowe informacje i zapisy -> TU.



Świadoma mama

Bezpłatne warsztaty dla obecnych Rodziców oraz kobiet w ciąży wraz z ich partnerami.

Miejsca: Gdańsk, Katowice, Kielce, Kraków, Łódź, Poznań, Szczecin, Toruń, Warszawa, Wrocław, Zielona Góra

Czas: edycja 2019 / warsztaty od września 2018, termin zależny od miasta

Prowadzący: lokalni lekarze i eksperci, reprezentujący między innymi takie dziedziny jak: ginekologia, położnictwo, logopedia, fizjoterapia, chustonoszenie, laktacja, doradztwo prawne

Koszt: bezpłatnie

Tematyka warsztatów: #zdrowie i rozwój dziecka, #zdrowie kobiety ciężarnej, #opieka nad noworodkami, #higiena niemowlaków, #pierwsza pomoc

Zapisy i szczegóły na oficjalnej stronie -> Świadomej Mamy



Mama wie!

Warsztaty mające na celu edukację z zakresu bezpieczeństwa i zdrowego rozwoju Dziecka. Głównie przeznaczone dla kobiet w ciąży.

Miejsca: Gdańsk, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź, Olsztyn, Poznań, Radom, Toruń, Warszawa, Wrocław

Czas: wrzesień/październik/litopad 2018, w zależności od miasta

Prowadzący: specjaliści z zakresu pielęgnacji i rozwoju dziecka.
GOŚĆ SPECJALNY: Paweł Zawitkowski


Koszt: UWAGA! Bilet w cenie około 14zł

Tematyka warsztatów: #zdrowie i rozwój Malucha, #bezpieczeństwo dziecka, #bezpieczeństwo kobiety ciężarnej, #pierwsza pomoc, #bezpieczne podróżowanie

Szczegółowe informacje i na -> TU


    Dajcie znać, czy na któreś się wybieracie!

niedziela, 24 czerwca 2018

KOMPENDIUM WIEDZY NIANI:
Jak być dobrą opiekunką i nie zwariować?

Cześć! Niedawno zdałam sobie sprawę, że stuknęła mi okrągła rocznica - 10 lat przepracowanych w zawodzie niani. Dlatego też - natchniona ;) - postanowiłam zacząć cykl nowych wpisów, serię zatytułowaną KOMPENDIUM WIEDZY. Dzisiaj zgodnie z tytułem postu będzie o tym, jak być i na przestrzeni lat nadal pozostać dobrą opiekunką, a przy okazji nie zwariować. Generalnie można by to potraktować szerzej i po prostu rozprawiać, jak być dobrym pracownikiem, ale moja wrodzona skromność pozwala mi pisać wyłącznie o konkretnym wycinku rzeczywistości, który faktycznie jest mi dobrze znany. Zatem zaczynamy!

    Czy kiedykolwiek zastanawiałyście się od czego zależy nasza produktywność w pracy? Dlaczego niekiedy nam się chcę bardziej, a innym razem znacznie mniej? Co robić, żeby ciągle cieszyć się swoją pracą i nie zgubić po drodze pasji, która leży u podstaw ścieżki zawodowej? No, to ja Wam powiem, że ostatnio o tym myślałam i to całkiem sporo. Oto wnioski do jakich udało mi się dojść (ostrzegam w niektórych momentach będzie górnolotnie. Jeśli ktoś nie lubi czczego gadania, z góry przepraszam. Sama za tym nie przepadam, no, ale... Inaczej się po prostu nie dało!):

1) Lubuj się w swojej pracy.
Ot, najzwyczajniej. Lub to co robisz! Ba! Niektórzy by nawet powiedzieli: kochaj, to co robisz! Niech to, czym się zajmujesz na co dzień, sprawia Ci przyjemność. Proste? Proste! Górnolotne? A jak! No, ale inaczej się nie da. Jeśli jesteś osobą, która na sam widok dzieci ucieka, jeśli denerwują Cię śmiechy i płacze, ot zwyczajne odgłosy wydawane przez dzieci, a uczestnictwo we wszelakiego rodzaju zabawach dziecięcych jest dla Ciebie katorgą - no to, sorry gregory, ale nigdy nie uda Ci się zostać dobrą opiekunką / dobrym opiekunem.



2) Bądź merytorycznie, a w następnej kolejności praktycznie przygotowana do swojej pracy.
Jeśli masz podstawową wiedzę z danego zakresu [w tym przypadku dot.rozwoju dzieci], jeśli wiesz co, jak i po co masz robić, będziesz o wiele spokojniejsza i pewniejsza siebie. Nie będziesz - przerażona - męczyła się dzień w dzień przez bite [a nawet i niekiedy więcej] 8h. Jakby to powiedzieć, hmm... No, gdyby ktoś mnie teraz wysłał na budowę i kazał zarządzać pracownikami, też bym była lekko [to mało powiedziane ;)] spanikowana ;). Dodatkowo pamiętaj, że [mali] ludzie, z którymi przyjdzie Ci współpracować, doskonale wyczuwają wszystkie emocje i na nie reagują. Stąd Twój spokój i Twoje opanowanie będą tylko i wyłącznie sprzymierzeńcami wspólnej, radosnej pracy.


W następnej kolejności, skoro już wiesz co i w jakim celu masz robić, po prostu to RÓB! Nie spoczywaj na laurach, nie odbębniaj swojej pracy byle jak, nie myśl, że każdego dnia jakoś to będzie. Jeśli w swoją pracę nie włożysz choć odrobiny wysiłku, to muszę Cię rozczarować, ale nie, NIC Z TEGO NIE BĘDZIE. Moja rada? Przygotowuj się do pracy. W wolnym tłumaczeniu: przygotowuj dla dzieci dodatkowe zabawy/zajęcia, wymyślaj, co danego dnia będziesz z Maluchami robić i najzwyczajniej zorganizuj to. Osobiście, gdybym codziennie miała chodzić do pracy totalnie nieprzygotowana - mniej więcej po miesiącu pewnie bym się wykończyła i zanudziła [Podopiecznego przy okazji też ;)]. [jasne, tutaj również trzeba znać umiar, żeby nie zapełnić dziecku każdej wolnej chwili. Odrobina nic-nie-robienia pobudza bowiem do rozwoju, m.in. wyobraźni]

Aby więc zrealizować założenie tego punktu, trzeba poświęcić trochę swojego czasu i wysiłku. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale skoro spełniacie punkt 1. [odsyłam ;)], to na szczęście raczej przyjemnie.


3) Nie bierz pierwszej lepszej pracy.
Chcesz być zadowolona ze swojej pracy? Nie chcesz czuć niechęci każdego poranka? W takim razie pamiętaj, aby nie łapać się pierwszej lepszej pracy i nie przyjmować pierwszej oferty, jaką otrzymasz. Znajdź pracę, w której odpowiadają Ci wszystkie warunki zatrudnienia: zarówno prawne, czasowo-godzinowe, finansowe, jak i obowiązkowo-zadaniowe. Tylko wówczas będziesz czuć satysfakcję, która pozwoli Ci każdego dnia wstawać z uśmiechem na twarzy i z radością realizować się w roli niani.


4) Rozwijaj się.
Zawodowo i prywatnie. W miarę możliwości uczęszczaj na kursy doszkalające. Szlifuj swój nianiowy warsztat. Zdobywaj dodatkowe umiejętności i wiedzę, a następnie wykorzystuj je w praktyce. W wielu dużych miastach Polski organizowane są nawet bezpłatne zajęcia. Korzystaj z nich!
To pozwoli Ci również zaspokoić potrzebę przynależności - spotkania w dorosłym gronie ludzi podobnych do Ciebie, pracujących w podobnym lub nawet tym samym zawodzie, to jest TO!
Rozwijaj się również w innych obszarach. Jeśli masz swoje hobby, świetnie! Poświęcaj mu czas. Tylko wtedy będziesz czuć się szczęśliwa i będziesz w stanie uszczęśliwić małego także rozwijającego się człowieka - Twojego Podopiecznego.


5) Pracuj u ludzi [a w zasadzie to współpracuj z Rodzinami], których metody wychowawcze są zbieżne z Twoimi.
Jesteś opiekunką pracującą w nurcie rodzicielstwa bliskości? Dialog i porozumienie są Ci bliskie, a kary dalekie? No to jasne jest, że nie dogadasz się z Rodzicami, których podstawową ekhm, ekhm "metodą wychowawczą" jest ciągłe stawianie dziecka do kąta. Oczywiście, działa to też w drugą stronę. Jak to mawiają, cały w tym ambaras, aby dwoje chciało naraz ;). Na szczęście jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że dani rodzice trafią na odpowiadającą im nianię, a niania na pasujących jej rodziców - trzeba jedynie dobrze poszukać. Rada: już na rozmowie kwalifikacyjnej poruszajcie wraz w Rodzicami temat stosowanych metod i technik wychowawczych. Jeśli trzeba, dopytujcie! Nawet bardzo szczegółowo. To pozwoli Wam wzajemnie uniknąć rozczarowania i frustracji.



6) Pamiętaj o tym, jaką rolę pełnisz.
Chociażby nie wiadomo za jak dobrą i doświadczoną nianię się uważasz, schowaj na chwilę dumę do kieszeni i pamiętaj, że jesteś i AŻ i TYLKO opiekunką. Dziecko ma swoich Rodziców i to od nich głównie zależy, jak zostanie ono wychowane. Z całym szacunkiem dla Ciebie, Twojej wiedzy i Twojego doświadczenia, nawet jeśli masz rację [bo i tak się zdarza bardzo często], musisz pamiętać, że decydujący głos w sprawie wychowania Dziecka zawsze mają rodzice. Ot, tyle! To my jako opiekunki musimy się dostosować do ich planu wychowawczego. Nie odwrotnie. Owszem, możemy starać się sugerować, pomagać [szczególnie wtedy, jeśli zostaniemy poproszone o zdanie, czy radę], ale nie możemy narzucać z góry swoich sposobów. No i znów wracamy do punktu 5. - najważniejsze, aby danym nianiom udało się spotkać z danymi rodzicami. Wówczas marne szanse na niepowodzenie współpracy. I tak jeszcze szeptem, jeśli z jakiegoś powodu, Droga Nianiu, coś się zmieniło, np. nie jesteś w stanie wypełniać swoich obowiązków bez poczucia fałszu, bez nurtującej myśli, że metody rodziców zawodzą, jeśli bardzo nie są w zgodzie z Tobą, albo zdajesz sobie sprawę, jakie negatywne konsekwencje niosą za sobą - UCIEKAJ! Po prostu zwiewaj, ale kulturalnie i zgodnie z ustalonymi wcześniej zasadami, czyli przypadkiem nie z dnia na dzień, zostawiając przy okazji rodziców na lodzie.


7) Nie przepracowuj się.
Zachowaj równowagę między życiem prywatnym, a zawodowym. Rozplanuj swoją pracę tak, abyś miała czas na swoje domowe obowiązki, inne zajęcia i chociażby hobby. Taka równowaga pomoże Ci utrzymać zdrowie psychiczne, spokój i radość, które są niezwykle ważne w pracy opiekunki. Nie pracuj bez wytchnienia, bo przepracowana niania to zła niania. Naukowo udowodniono, że ciągłe zmęczenie i niewyspanie obniżają nastrój oraz zdolności psychomotoryczne, powodują spadek odporności, a pokłady cierpliwości w magiczny sposób wyparowują. Wracając tym samym do punktu 3. pracuj za godną, odpowiadającą Ci stawkę, abyś nie musiała brać ciągle wyczerpujących Cię nadgodzin pozwalających na przeżycie raptem od 1. do 1. A nawet jeśli otrzymujesz dobrą pensję, mimo sympatii i szacunku do pracodawców, czasem im odmów świadczenia swoich usług dłużej niż to było ustalone. Zrób to nie tylko dla siebie, ale i całej dalszej współpracy. Pamiętaj, że szczęśliwa niania to szczęśliwe dziecko i jeśli będzie taka konieczność [choć mam nadzieję, że nie ;)], to bez skrępowania przypominaj o tym swoim usługobiorcom.



8. Oddzielaj swoje życie prywatne od zawodowego.
To chyba najtrudniejsze do zrobienia, bo jesteśmy tylko ludźmi i rządzimy się swoimi prawami, a raczej to nami rządzą głównie emocje, lecz... Staraj się zostawiać swoje prywatne problemy za zamkniętymi drzwiami. Dzieje się u Ciebie coś niedobrego? Coś w Twoim życiu prywatnym idzie nie tak? Na czas dniówki w pracy spróbuj o tym nie myśleć. Tak, wiem, łatwo się mówi, dlatego piszę próbuj [to nic nie kosztuje ;)]. Próbuj! - powtórzę się: w pracy próbuj skupić się na swoich zawodowych obowiązkach. Niestety, w drugą stronę już nie tak łatwo tego dokonać, bo jeśli w życiu zawodowym coś się psuje, to rzutuje to na całe życie prywatne.

Co poza tym? Postaraj się w każdej minucie swojego życia nie otaczać dziećmi. Tak wiem, możesz to najzwyczajniej lubić i super! Ba! Sama to lubię, ale... Przyznaj, czy jedząc codziennie tylko pizze, w końcu by Ci się nie przejadła? Czy mając wszystko tylko i wyłącznie w jednym kolorze, w końcu by Ci on nie zbrzydł? Czy chodząc stale na spacer w jedno i to samo miejsce, w końcu byś nie miała ochoty pójść gdzieś indziej? Już nie wspominając o tym, że pewnie to pierwsze przez jakiś czas omijałabyś szerokim łukiem. No, to tak samo to wygląda w przypadku ciągłego narażania się na jakikolwiek inny bodziec. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek był każdego dnia w stanie [i przy okazji przy tym nie zwariował ;)]: iść na 8-9h do pracy jako opiekunka, popołudniu na spacer w okolicy głośnego placu zabaw, w wolnym czasie słuchać piosenek dla najmłodszych, a wieczorami, załóżmy, pomagać komuś z rodziny w opiece nad jego dzieckiem. NIET.


9) Dbaj o siebie i swoje zdrowie
Dbaj o siebie, bo nikt inny tego za Ciebie nie zrobi, a przynajmniej nie tak dobrze, jak Ty sama ;). Nie przepracowuj się, wysypiaj się, jedz zdrowo. Jeśli organizm odmawia Ci posłuszeństwa, jesteś naprawdę chora, idź na L4. Wykuruj się, poleż, przede wszystkim pozwól sobie na to. Boisz się? Chcesz być fair w stosunku do Rodziców? Świetnie, to doskonale o Tobie świadczy, ale czasem najzwyczajniej pomyśl o sobie i ewentualnych konsekwencjach ciągłego przeciążania organizmu. Rodzice powinni to zrozumieć. Szanując siebie, stwarzasz warunki, aby szanowali Ciebie inni [Raaaanyyy, naprawdę brzmię jak jakiś przereklamowany kołcz, ale co poradzę, jak tych paru najprostszych zasad naprawdę dobrze się trzymać].
Inne rady? W czasie snu Malucha pozwól sobie odpocząć. Usiądź, zatrzymaj się, wycisz. Zregeneruj swoje siły psychiczne i fizyczne na resztę wspólnego dnia. Nie gódź się na wykonywanie pierdyliarda innych, zupełnie niezwiązanych z Twoją profesją obowiązków.

Praca z dziećmi, choć ją bardzo lubię, nie oszukujmy się, bywa wyczerpująca zarówno psychicznie [ciągłe kontrolowanie się, zachowywanie nieskończonych pokładów cierpliwości, utrzymanie ciągłego spokoju], jak i fizycznie [schylanie, dźwiganie, bieganie].
Pamiętajcie również o należącym się Wam urlopie. Niania jak każdy pracownik ma prawo do wypoczynku. Tym bardziej, że niejednokrotnie, o czym zapewne doskonale wiesz, jej pełny etat to więcej niż 40h/tygodniowo.


10. Nie obwiniaj się.
Oczywiście, zależy, o co chodzi ;), ale już spieszę z wyjaśnieniami, co miałam na myśli. Chciałam tylko przekazać, abyś:
- nie obwiniała się, jeśli jakaś zaplanowana aktywność danego dnia Ci nie wyjdzie, np. dziecko nie miało ochoty/nie potrafiło zrobić tego, co zaplanowałaś. No, trudno, tak się zdarza. Każdy jest inny, może mu się coś nie podobać, albo może to nie być jeszcze jego czas. Najważniejsze, żebyś sobie zdała z tego sprawę i na dany moment odpuściła. To nie Twoja wina. To niczyja wina! A tym bardziej nie czyni Cię to złą opiekunką,
- nie brała do siebie każdego przytyku osób trzecich na temat Twoich wyborów, wybranego zawodu, itd. To nie ma sensu, robisz krzywdę tylko i wyłącznie sobie. Jak ktoś ma ochotę gadać, niech gada. Może z czasem nauczysz się odpowiadać na takie zaczepki,
- nie przejmowała się drobnymi błędami, potrafiła się do nich przyznać, naprawiała je i czerpała z nich lekcję. Jesteśmy tylko ludźmi. Przykład: kiedy zdarzyło mi się zapomnieć podać dziecku dawki witaminy D, nie bałam się, nie kryłam z tym, potrafiłam zadzwonić do rodziców popołudniu i im to powiedzieć. Nic aż tak złego się nie stało, rodzice podali Maluchowi suplement, a ja pozostałam z poczuciem, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, aby swój drobny błąd naprawić,
- jeśli ktoś Cię oszuka [mam tu na myśli pracodawcę], przepracuj swoją złość, pozwól sobie na odczuwanie szeregu innych emocji, ale nie obwiniaj się. To się mogło zdarzyć każdemu, nawet takiej Kasi ze Świata Niani ;). Nie mogłaś tego przewidzieć. Nie miałaś jak! Mimo wszystko zachowaj klasę do końca i staraj się w kulturalny sposób walczyć o to, co Ci się należy.


No, to chyba by było na tyle :). Jeśli komukolwiek udało się dobrnąć do końca tekstu, gratuluję i dziękuję. Czekam na Wasze komentarze w tym temacie. Może o czymś jeszcze zapomniałam? A może macie w kilku kwestiach inne zdanie? Chętnie je poznam!

sobota, 23 kwietnia 2016

Znalezione nie kradzione...
No, właśnie... Czy aby na pewno?

    Chyba każdemu z nas chociaż raz w życiu zdarzyło się coś zgubić. Kilka tygodni temu sama, będąc zmęczoną po całym dniu i na dodatek obładowaną siatami po sporych zakupach, zostawiłam na przystanku autobusowym torebkę/teczkę z mnóstwem pracowych materiałów [nie pytajcie. Nie wiem, jak ja to zrobiłam. Tym bardziej, że mi się "takie rzeczy po prostu nie zdarzają"!... Jak to mawiają zawsze musi być ten pierwszy raz]. Akurat ja w tym wypadku miałam więcej szczęścia niż rozumu. Trafiłam na uczciwego znalazcę i po tygodniu poszukiwań [obustronnych!] odzyskałam swoją własność. Historia długa i ciekawa, nie o tym jednak dzisiaj. Dziś jedynie o pewnym jej aspekcie.
    W czasie poszukiwań nie raz, nie dwa natknęłam się w internecie na obraźliwe, pełne pogardy komentarze typu:

"Jak taka głupia, to ma za swoje."

"Ja bym w życiu nie oddał znalezionego. Mnie nikt nigdy nic nie oddał,
to czemu ja miałbym niby tak robić?!"

"Skontaktowałem się. Dawała marne znaleźne, więc olałem sprawę. Szkoda czasu za takie grosze."

"Gdybym ja znalazł/a czyjąś rzecz, to jeszcze specjalnie bym ją wyrzucił/a.
A co?! Na błędach trzeba się uczyć!"

    Tak, tak... Choć większość z Was ma pewnie podobne przemyślenia do moich, muszę Was zmartwić, te komentarze są autentyczne. Nigdy nie pojmę, co się musiało wydarzyć w życiu takich jednostek, aby stały się tak bezduszne. Złe wzorce? Ano, możliwe.

    Eureki nie odkryję pisząc, iż to Maluchom, które niejednokrotnie wychodzą na zewnątrz z całym tobołkiem zabawek, najczęściej zdarza się coś "posiać". Posiać i już nie odnaleźć, przeżywając przy tym szereg emocji związanych ze stratą.
    Tak, można by się pokusić o typowe stwierdzenia: "Nie brać" i "Pilnować". Na swoim przykładzie jednak doskonale wiem, że mimo naszych starań, przypadki po prostu chodzą po ludziach.

    Kolejna charakterystyczna kwestia, z którą spotykam się na co dzień: "Musi się nauczyć radzić sobie z trudnymi sytuacjami". Zgadzam się, ale gdyby tak przy odrobinie chęci można ich uniknąć? A i na dodatek pokazać chłonnym Maluchom, że świat wcale nie jest taki zły i w dużej mierze to jak wygląda, zależy od nas samych?

    O komentarzach, które wg niektórych mają złagodzić "ból" typu: "Ale nic się nie stało. To tylko głupia zabawka" może już nie będę się bardziej rozpisywać. Szkoda czasu, jeśli ktoś tak podchodzi do uczuć swojego Dziecka.

    W swojej całej karierze zawodowej kilka razy byłam świadkiem zarówno zgubienia, jak i odnalezienia przez Dziecko cudzej własności. Czasami zdarzało mi się też zarejestrować konkretny moment przywłaszczenia, na które przyzwalali Rodzice :/. O ile, niestety, w pierwszym przypadku, nigdy nie udało się nam odzyskać zguby, o tyle w przypadku drugim, kiedy to my coś znajdowałyśmy, zawsze starałam się postępować z Maluchami świadomie.
    Pokrótce przytoczę Wam moje dwie opowieści. Pierwsza z nich zdarzyła się wczoraj. Będąc z Podopieczną na zajęciach dodatkowych, w toalecie znalazłyśmy plastikowego króliczka. Podopieczna, oczywiście, żywo się nim zainteresowała. Może niektórzy [jak te osobniki z internetu] nazwą mnie głupią, ale wytłumaczyłam Małej, że to nie nasza rzecz, że ktoś ją musiał tutaj zostawić/komuś przypadkowo wypadła i razem oddałyśmy zwierzątko Pani w recepcji. Po skończonych zajęciach okazało się, że ową zabawkę zgubiła koleżanka z grupy Podopiecznej. Było już wiadome, czemu przez całe 40 minut zabawy była jakaś nieswoja. Możecie sobie jedynie wyobrazić uśmiech ponad dwuletniej pannicy, którą poinformowałyśmy, że znalazłyśmy Jej własność i czeka na nią na portierni.

    Inna sytuacja wydarzyła się kilka miesięcy temu. Wraz z poprzednią Podopieczną idąc prostą ścieżką prowadzącą na plac zabaw, znalazłyśmy małe autko-resoraka. Niby "tylko zwykły resorak", ale nauczona doświadczeniem [tym razem zdobytym przy byłych Podopiecznych płci męskiej], wiem, ile takie autko może dla chłopca znaczyć. Na początku zgłupiałam. Zupełnie nie wiedziałam, co robić. Byłam pewna, że zabawki nie weźmiemy. Nie chciałam jej też przenosić w inne miejsce, bo zdawałam sobie sprawę, że ktoś, kto być może będzie jej szukać, wróci tą samą trasą. Bałam się jednak, że zanim to się stanie, ktoś inny się o nią pokusi. Nagle ding, ding, ding! Olśniło mnie! Jako że miałyśmy ze sobą kredę, zostawiłyśmy na chodniku swoistego rodzaju ogłoszenie. Po pierwsze tak, żeby zabawka była lepiej widoczna, po drugie, aby jakkolwiek wzbudzić sumienie tych, którzy jednak mieliby ochotę ja zgarnąć. Tym oto sposobem powstała nam taka wiadomość:

.

    Niespełna 3-letnia podopieczna, która brała aktywnie udział w całej akcji, co chwilę chciała wracać w oznaczone miejsce i sprawdzać, czy poszkodowany znalazł już swoją własność. Kiedy okazywało się, że autko jeszcze leży na chodniku, Mała autentycznie smutniała. Po dwóch dniach autko zniknęło [tak, tyle leżało nieruszane!]. Mimo że do tej pory nie wiemy, czy trafiło ono w ręce odpowiedniej osoby, możemy być [i jesteśmy!] z siebie dumne, że zrobiłyśmy wszystko, co w naszej mocy, aby tak się stało. Ja dodatkowo jestem niezwykle szczęśliwa, że choć w taki sposób mogłam dać małemu człowiekowi dobry przykład i choć odrobinę nauczyć Go empatii.

    A Wy co sądzicie na ten temat? Czy Wam wraz z Waszymi Maluchami kiedykolwiek zdarzyło się coś zgubić, znaleźć? Co zrobiliście? Jak zareagowaliście? Jestem niesamowicie ciekawa. Czekam na Wasze komentarze i życzę jak najmniej strat ;).

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"NVC w relacjach z Dziećmi", czyli
warsztaty, które serdecznie polecam

    Nie wiem, czy pamiętacie, ale jakiś czas temu pisałam o warsztatach NVC, na które się zapisałam. Dziś, kiedy jestem już po trzech spotkaniach, chciałam się z Wami podzielić wrażeniami i tym samym zaprosić Was na kolejną edycję.
    Nie powiem, jest to zadanie trudne, bo z jednej strony chciałabym Wam opowiedzieć wszystko ze szczegółami, podzielić się wszystkimi odczuciami, zaś z drugiej nie chcę zdradzać zbyt wiele, żebyście [jeśli jesteście zainteresowani] mogli przeżyć warsztaty sami i na swój sposób.
    Może, żeby Was zachęcić do uczestnictwa, uchylę jedynie rąbka tajemnicy i krótko napiszę, z czym ja osobiście wychodziłam z każdego dotychczasowego spotkania. Otóż teraz już wiem, że:

1) Ważne jest nie tylko to, co mówimy, ale również w jaki sposób to robimy.

2) Nie ma ludzi idealnych. Można trochę odpuścić/wyluzować, a nic się wówczas nie stanie. A nie! Stanie się! Będzie się mniej sfrustrowanym i po prostu szczęśliwszym ;).

3) Nie ma ludzi nieomylnych. Czujesz, że popełniłaś/eś błąd/pomyłkę lub po prostu zmieniłaś/eś zdanie? To normalne. Wystarczy, że się do tego przyznasz, a zobaczysz, jaką ulgę Ci to przyniesie!

4) Dorosły nie ma monopolu na rację [ale to wiem już od dawna ;)]
i
5) Każdy ma swoje potrzeby do zaspokojenia których dąży i są one równie ważne.
[Przy omawianiu wielu sytuacji dotyczących relacji Rodzic/Opiekun-Dziecko, ja częstokroć zamiast w roli dorosłego odnajdywałam się bardziej w roli Dziecka. A wypracowana na tej podstawie umiejętność empatycznego wczuwania się w czyjąś sytuację, pozwala nie tylko na zachowanie nieskończonych pokładów cierpliwości, ale i na zbudowanie bliskiej więzi z drugim człowiekiem.
I tym Małym, i tym Dużym!].

6) Istnieje więcej niż jedna droga prowadząca do zaspokojenia swoich potrzeb i co więcej, można to zrobić tak, aby każdy zainteresowany był przy tym zadowolony.
Innymi słowy: tak, naprawdę można umiejętnie dochodzić do kompromisów, a także rozwiązywać problemy. Na dodatek w taki sposób, aby nikt nie poczuł się poszkodowany. Tyle że...

7) ...Trzeba tylko chcieć.

    Zdaję sobie sprawę, że to co tutaj napisałam, może brzmieć nieco "górnolotnie", niczym jak paplanina z każdego ogólnodostępnego poradnika, jednak musicie mi uwierzyć na słowo, że dzięki udziale w spotkaniach można rzeczywiście "TO" dostrzec, zrozumieć i przyjąć.
    Mimo że NVC i proces komunikacji na nim oparty były mi znane już wcześniej [od dawna stosuję ich elementy w pracy z Maluszkami] to dopiero te warsztaty zmusiły mnie do głębszych refleksji i pozwoliły spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy.
    Chciałam również zaznaczyć, żebyście nie dali/dały się zwieść nazwie warsztatów, bo choć rzeczywiście dotyczą one głównie budowania relacji z Dziećmi [i na nauce tegoż właśnie skupiamy się na nich najbardziej], to omawiane zasady są bardzo uniwersalne i z powodzeniem można je stosować w komunikacji z każdym.

    Jeśli bylibyście/byłybyście zainteresowane wzięciem udziału w warsztatach, to serdecznie zapraszam na kolejną edycję "Jak tworzyć dobre relacje z Dzieckiem". Cykl czterech [2-3 godzinnych] spotkań rozpoczyna się już 17 maja [następne: 31.05, 07.06, 28.06] w krakowskim Dworze Czeczów.
    Warsztaty prowadzi p. Agata Olszak-Szymula, przesympatyczna i ciepła osoba, która potrafi wprowadzić na zajęciach przyjazną i nieskrępowaną atmosferę.
    Na koniec najważniejsze, koszt jednego spotkania to jedyne 15zł.
    Więcej informacji [zapisy, kontakt] bezpośrednio na stronie Dworu Czeczów.

    A może ktoś z Was był na tych [konkretnie], bądź innych podobnych warsztatach? Chętnie przeczytam, jakie były Wasze wrażenia i co dokładnie udało się Wam wynieść ze spotkań.

środa, 19 lutego 2014

Nianiu, Mamo, Tato - co Wy na to?

    Witajcie Drogie Nianie, Opiekunowie i Rodzice.

    Dziś na blogu pojawia się krótki wpis, a dokładniej komunikat, który może Was zainteresować. Otóż ostatnio, podczas gdy szukałam ciekawych warsztatów/kursów, natknęłam się na informacje o bezpłatnych Konferencjach dla [obecnych i przyszłych] Rodziców Dzieci w wieku 1-3 r.ż..
    Konferencje te organizowane będą popołudniami w różnych miastach Polski, w różnych terminach [marzec-grudzień 2014].
    Poszczególne prelekcje, dotyczące m.in. szczepień, diety, pielęgnacji i rozwoju Maluchów, prowadzone będą przez grono specjalistów [a wśród nich znany fizjoterapeuta - Paweł Zawitkowski].

    Szczegóły i zapisy na stronach:
Akademia Mama Pyta lub Akademia Rodzice Malucha.

    Ważna informacja!
    Otrzymałam mailowe potwierdzenie, iż osoby pracujące na co dzień z Dziećmi do lat 3 również mogą wziąć udział w spotkaniu. Ja na pewno to uczynię - jako przyszła pełnoprawna ciocia [tak, tak, już w lipcu będę mieć pierwszą siostrzenicę!] i zawodowa opiekunka już nie mogę się doczekać! Was również serdecznie zapraszam. Kto wie, może akurat się spotkamy :)?

sobota, 1 lutego 2014

W czasie snu Malucha, nianie się nie nudzą

    W sobotni poranek, tuż przed czekającą na mnie masą innych obowiązków, postanowiłam najpierw nadrobić zaległości na blogu. W tym tygodniu jakoś ciężko było mi znaleźć i czas i wenę, abym mogła coś sensownego naskrobać.


    Do napisania tego posta skłoniła mnie wcześniejsza lektura internetowych "forów nianiowych". To co tam wyczytałam, zrobiło na mnie [nie]złe wrażenie!


W zakres dodatkowych obowiązków niani, w czasie snu Malucha, wchodzą: sprzątanie [czyt. ogarnięcie całego domu/mieszkania, w tym mycie podłóg, a niekiedy i okien, ha!], gotowanie [oczywiście, że dla całej Rodziny!], prasowanie [i tu się znajdą ubrania Taty], a niekiedy nawet czyszczenie kuwety kota [tak, to zupełnie na poważnie]!

Stawka w czasie snu Malucha wynosi 50% stawki wyjściowej, także podczas opieki w formie wieczorno-nocnego babysitting.

    Jak się okazuje, to tylko niektóre z propozycji, które opiekunka może otrzymać od Rodziców podczas omawiania warunków współpracy. Prawda, że bardzo poważne? Najlepsze jednak zostawiłam na koniec. Hit hiciorów!


Godziny pracy podczas snu Maluszka całkowicie bezpłatne! No, bo przecież niania w tym czasie ma przerwę i zupełnie nic nie robi!


    Fakt, zdarzają się takie dni, że przez pewną część przerwy, jakby to ładnie ująć(?), lenię się ;), ale mimo to przecież nadal jestem w pracy i czuwam przy Podopiecznych. Jestem przy nich, dbam o ich spokój i bezpieczeństwo.


    Obecna Podopieczna śpi średnio 1,5-2h. A ja w tym czasie... No właśnie, otóż ja, po kolei:
  • najpierw piszę do Mamy wiadomość i zdaję relację z minionego poranka [Mamy tego nie wymagają, ale jakoś przyzwyczaiłam się tak robić. Gdybym sama posiadała Dziecię, które zostawiałabym pod opieką niani, chciałabym wiedzieć, co u nich słychać. Poza tym, dzięki wiadomościom w połowie dnia, nie umkną ważne informacje],
  • sprzątam kuchnię po poranku [myję naczynia, które nabrudziłyśmy, a kiedy trzeba - zamiatam także podłogę],
  • dokańczam sprzątanie zabawek, które przed snem gdzieś nam umknęły [niektóre odkładam na wysokie półki, do których Malutka nie dosięgnie], a także dokładnie "ogarniam" wszystko, co trzeba po naszych plastycznych aktywnościach,
  • jem drugie śniadanie [należy pamiętać, że głodna niania to zmęczona niania. A taka to na pewno nie będzie mieć siły, żeby podążyć za wyspanym i pełnym energii Maluszkiem ;)!]
  • czasem dogotowuję dodatek/warzywo do obiadu [robię to jednak naprawdę sporadycznie, gdyż Mamy przygotowują pełne posiłki wcześniej],
  • przygotowuję "coś" na następne dni, np. materiały do prac plastycznych,
  • robię zdjęcia wykonanych do tej pory prac plastycznych, które później będę mogła umieścić na blogu,
  • dokształcam się, tj. czytam, czytam i jeszcze raz czytam [wówczas szukam też inspiracji do kolejnych działań],
  • wykonuję ćwiczenia wzmacniające i izometryczne na kolano/a [osoby, które dużo przebywają z Małymi Dziećmi, powinny o tym pomyśleć już zawczasu, bo jak to mawiają: Lepiej zapobiegać, niż leczyć!],
  • czasem zupełnie się lenię, tzn. ładniej ujmując - regeneruję siły [choć nie potrafiłabym tak przez całe bite 2 godziny!],
  • a podczas wczorajszej przerwy, napisałam nawet wersję roboczą tego posta!

    Teraz należałoby jakoś sensownie zakończyć ten wpis, ale jedyne co mi przychodzi do głowy, to krótkie podsumowanie: To nie prawda, że w czasie snu Malucha nianie się nudzą ;).
    A Wy drogie Nianie/Opiekunowie, jak spędzacie przerwy w pracy? Z miłą chęcią o tym poczytam!

piątek, 17 stycznia 2014

Proszę Panią(!), Pani jest nianią?! -
czyli plusy i minusy bycia opiekunką

    Na wstępie od razu zaznaczę, że ten błąd językowy w tytule, to tak specjalnie. To taki zamierzony zabieg stylistyczny, zastosowany w celu podkreślenia wagi problemu [tak, tak, wiem, tłumacze się, ale wolę to zrobić, żeby później nie było, ot co ;)].
    Wracając jednak do tematu, dziś będzie słów kilka o pozytywach i negatywach bycia nianią. Bo choć swoją pracę uwielbiam i nie wyobrażam sobie wykonywać innego zawodu, tak, niestety, muszę przyznać, że ma on kilka "wad". Bez przedłużania, poniżej przedstawiam zaobserwowane przez siebie plusy i minusy bycia opiekunką.


+ satysfakcja płynąca z pracy, w tym, m.in. radość wywoływana dostrzeganiem zmian w rozwoju Malucha i zdawaniem sobie sprawy z wpływu, jaki się na niego ma,

+ możliwość zmiany aktywności/zabaw w trakcie sprawowania opieki [praca nie zmusza do siedzenia w jednym miejscu i wykonywania tej samej czynności przez całe 8h],

+ możliwość naturalnego zachowywania się, zaspokojenia swoich potrzeb życiowych w każdej chwili, np. zrobienia sobie napoju, przekąszenia II śniadania, czy nawet skorzystania z toalety [zbyt szczegółowo? Przepraszam ;)],

+ możliwość zaczerpnięcia świeżego powietrza w ciągu dnia [mam tu na myśli korzystne dla wszystkich spacery],

+ możliwość kreatywnego "wyżycia się",

+ bez pitu-pitu, czyli bez zbędnego słodzenia: przerwy podczas snu Maluszka, w trakcie których niania może, m.in. zregenerować siły lub poszerzyć zasób swoich kompetencji,

+ brak sztywnego dress code'u [choć fakt, lepiej, aby niania miała "pracowe" ubrania, tyle że są nimi raczej wygodne spodnie dresowe i jakaś koszulka, którym niestraszne zabrudzenia, czy zniszczenia ;)].

- praca na czas określony [najczęściej na rok, dwa, trzy - dopóki Podopieczny nie pójdzie do żłobka, czy przedszkola], innymi słowy niania średnio co 2 lata musi szukać nowego miejsca pracy,

- ograniczone/"kiepskie" możliwości legalnego zatrudnienia [dobrze, że chociaż weszła w życie Ustawa Żłobkowa. Choć nie jest doskonała, to jak to mawiają, lepszy rydz niż nic],

- niedocenianie przez społeczeństwo [mentalnie i finansowo] profesji opiekunki dziecięcej, protekcjonalne traktowanie zawodu niani, zaniżanie umiejętności niań, czy wysiłku wkładanego przez nie w pracę,

- niekiedy opieka bywa ciężką pracą fizyczną [wszystkie nianie muszą szczególnie uważać na kręgosłup i kolana. Choroby z nimi związane to dla opiekunek, tzw. choroby zawodowe].

PLUSY I MINUSY BYCIA OPIEKUNKĄ TRUDNE DO JEDNOZNACZNEGO ZAKWALIFIKOWANIA
[ZALEŻNE OD OSOBOWOŚCI NIANI]:


+/- bardzo regularny tryb pracy / podporządkowanie się niemal rytualnemu planowi dnia
[akurat dla mnie, częstokroć w życiu prywatnym zaplanowanej od A do ZET, to akurat +.
A! No i z Malutką mamy wyznaczony czas na spontaniczność - jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmi],

+/- długie godziny zabawy [ja ją akurat bardzo lubię, aj! a szczególnie budowanie z różnorodnych klocków, jednak muszę przyznać, że po jakimś - naprawdę dłuższym - czasie jednej i tej samej zabawy, pragnę ją zmienić na nieco inną aktywność],

+/-czasami brak możliwości używania perfum, i to nie tylko tych mocnych zapachów
[dla mnie akurat bez znaczenia, ale wiem, że są osoby, które bez nutki zapachowej, czują się nagie].


    Na chwilę obecną tylko tyle przyszło mi do głowy, ale może Wy dostrzegacie inne plusy i minusy bycia opiekunką? Zapraszam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami.

czwartek, 9 stycznia 2014

Kto pyta, nie błądzi - czyli kilka słów o tym,
jak wygląda rozmowa kwalifikacyjna niani

    Ostatnio, wpisując się na listę blogów pedagogicznych [KLIK], zdałam sobie sprawę, że na mojej stronie nieco brakuje zawodowych przemyśleń, czy przydatnych wskazówek. Stąd, dzisiaj będzie w nieco innej konwencji. Mam nadzieję, że właśnie dziś uda mi się przekazać kilka istotnych informacji wszystkim zainteresowanym tematem, tzn. przyszłym Nianiom, tym obecnym, a także Rodzicom, którzy aktualnie poszukują opiekunki dla swoich Pociech.


    Rozmowa kwalifikacyjna dla niani to mniej lub bardziej stresujące przeżycie. Wiem, bo w ciągu swojej krótkiej kariery zawodowej uczestniczyłam w kilku spotkaniach rekrutacyjnych. To pozwoliło mi opracować zestaw pytań regularnie powtarzających się przy takich okazjach. Oto on, podzielony na kilka części.

Pytania zawodowe [pośrednio dotyczące niani, głównie jej pracy z Dziećmi]
1) Proszę się przedstawić. Niech Pani powie kilka słów o sobie [co prawda, to nie pytanie, ale niektórzy Rodzice w ten sposób zaczynają rozmowę z kandydatkami].
2) Czy posiada Pani wykształcenie pedagogiczne?
3) Czy [i jakie] posiada Pani doświadczenie w opiece nad Dziećmi? Proszę rozwinąć.
4) W jaki sposób spędzała Pani czas z Podopiecznymi?
5) Jak zorganizowałaby Pani czas naszemu Dziecku? Proszę podać przykłady zabaw.
6) Jak przebiegała Pani współpraca z poprzednimi Pracodawcami? Dlaczego Pani już u nich nie pracuje?
7) Dlaczego Pani wybrała zawód opiekunki? Co Pani w nim lubi, a czego nie? [o tym już niebawem ;)]
8) Jaki był Pani najtrudniejszy moment w pracy niani? Jak Pani sobie poradziła z tym wyzwaniem?
9) Czy zna Pani zasady udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej? Co by Pani zrobiła w następujących sytuacjach, np.: zakrztuszenie, omdlenie, itp.
10) Czy potrafi Pani przygotowywać proste posiłki? Czy do tej pory w zakres Pani obowiązków wchodziło gotowanie dla Dziecka?

Pytania osobiste [bezpośrednio dotyczące Niani, jej poglądów, sprawdzające dopasowanie na linii Rodzic-Niania-Dziecko]
11) Czy Pani pali?
12) Proszę wymienić swoje 3 największe zalety i wady.
13) Jakie są Pani najlepsze cechy? Jakie cechy u innych Pani najbardziej ceni?
14) Co Pani lubi robić w wolnym czasie? Jakie są Pani zainteresowania?
15) Co według Pani jest najważniejsze w relacji Rodzic-Niania? Jak Pani sobie wyobraża współpracę?

Pytania dotyczące współpracy/warunków pracy i umowy
16) Czy jest Pani dyspozycyjna? Jaka jest Pani dyspozycyjność? Czy w wyjątkowych sytuacjach mogłaby Pani przyjść wcześniej lub dłużej zostać?
17) Czy możemy liczyć na współpracę przez co najmniej pół roku/rok/2 lata? [Czy nie ma Pani zamiaru wyjechać w najbliższym czasie? Czy przy nadarzającej się okazji nie ma Pani zamiaru podjąć innej pracy zawodowej, np. w przedszkolu?]
18) Czy zna Pani okolice? Czy mieszka Pani blisko? Czy ma Pani dogodne połączenie komunikacyjne? Czy dojazd nie sprawi Pani trudności?
19) Czy odpowiada Pani proponowana stawka? Jakie wynagrodzenie by Panią interesowało?


    Zdarzyło mi się też brać udział w rozmowie z Rodzicami, którzy bardzo dobrze wiedzieli, czego chcą [zarówno dla siebie, jak i dla swojej Pociechy]. Usłyszałam od nich pytania, które głównie dotyczyły popularnych sposobów/idei wychowawczych. Czułam, że chcieli sprawdzić, czy nadajemy na tych samych falach i czy uda nam się stworzyć wspólny front wychowawczy:
20) Czy słyszała Pani o NVC [Porozumienie Bez Przemocy]? Co Pani sądzi na ten temat?
21) Czy zna Pani teorię/filary Rodzicielstwa Bliskości? Co Pani na ten temat sądzi? Czy byłaby Pani w stanie pracować zgodnie z tą ideą?
22) Czy zna Pani metodę BLW [Baby-led weaning/Bobas lubi wybór]? Co Pani o niej sądzi? Czy stosowała już Pani w swojej pracy tę metodę karmienia lub będzie ją stosować z naszą Pociechą?
23) Co Pani zdaniem jest najważniejsze dla Dziecka w danym wieku?
24) Co Pani zdaniem sprawia Dziecku w tym wieku największą trudność?
25) Co by Pani zrobiła w następujących sytuacjach: płacz/bunt na spacerze, kiedy Dziecko chciałoby należący do Pani telefon, gdy syn/córka nie chciał(a)by jeść, itp.
26) Co Pani sądzi na temat spacerowania podczas mżawki? Czy wychodziłaby Pani wówczas z Podopiecznym na spacer?


    Drogie Nianie/Opiekunowie, pamiętajcie, że Wy również możecie [a nawet to bardzo wskazane] pytać, pytać i jeszcze raz pytać! Nie zapomnijcie już na wstępie ustalić ewentualnych warunków współpracy. Poniżej przedstawiam najistotniejsze dla mnie ustalenia.

O co warto zapytać/co warto na wstępie ustalić:
- informacje na temat Podopiecznego [Jakie Dziecko jest? Co lubi? Czego nie? Na co zwrócić uwagę? Co Dziecku wolno, czego kategorycznie nie?],
- możliwość podpisania umowy [chociażby uaktywniającej], czas trwania umowy,
- dokładny zakres obowiązków,
- sposób rozliczeń [wysokość pensji, sposób płatności: ryczałtowy lub na godziny/np. raz na tydzień lub raz na miesiąc, stawka za nadgodziny, dzień wypłaty, płatny urlop, płatność za dni wolne leżące po stronie Rodziców lub wynikające z niedyspozycji niani].


    Mam nadzieję, że kiedyś komuś i na coś ten spis się przyda ;) A tymczasem jestem ciekawa Waszych wrażeń po spotkaniach z Rodzicami? Czy przytrafiła się Wam jakaś specyficzna rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko niani? Spotkałyście/spotkaliście się z jakimiś wyjątkowymi pytaniami/zadaniami? Zapraszam do podzielenia się nimi!

niedziela, 5 stycznia 2014

Nie do wiary, w kuchni czary,
czyli sposoby na niejadka

    Jedzenie to nie tylko smak i aromatyczny zapach. To także doznanie wzrokowe. Tak, tak! Nie zapominajmy, że nie tylko Maluszki, ale i my - dorośli - jemy również oczami.
    Jako że sama byłam [no dobrze, niech będzie! Nadal trochę jestem] wybredna pod względem jedzenia, a moja mama musiała się dwoić i troić [czyt. wynajdować sposoby na niejadka], to tematyka tego posta jest mi bardzo bliska. Od dziecka lubiłam urozmaicone [wyglądowo] potrawy i jak widać (!) do teraz tak mi zostało!
    Muszę przyznać, że w ciągu swojego 25-letniego żywota udało mi się zebrać kilka ciekawych książek pełnych pomysłów na podanie/udekorowanie potraw. Ba! Jedna z nich ma nawet tyle lat co ja, inna zaś jest niewiele młodsza ;). Dziś chciałam Wam je przedstawić, bo bez wątpienia można w nich znaleźć interesujące, a przede wszystkim skuteczne sposoby na niejadka!

    Pierwsza, to kilkustronicowa książeczka Gotujemy sami [autor: D. Kantor-Jankowska], która jest ze mną praktycznie przez całe moje życie. Znajduje się w niej:
- 7 pomysłów na "wyjątkowe" podanie posiłków [np. w formie statku, czy też w kształcie jamnika],
- 3 "dziecinne łatwe" przepisy,
- podstawowe rady/zasady dotyczące przygotowania produktów.
    Książka kosztowała całe 130zł, tyle że X lat temu, jeszcze przed denominacją ;). Od dziecka ją lubiłam i pamiętam nawet, jak starsza siostra serwowała mi urozmaicone śniadania, korzystając właśnie z pomysłów w niej zawartych.
    Kilka lat temu, niestety, zaginęła u mojego poprzedniego Podopiecznego. Nie powiem, niby świstek papieru, a było mi wówczas jakoś-takoś... hmm... trochę przykro (?) W końcu to moja pierwsza taka książeczka, z którą wiązało się wiele wspomnień.
    Możecie sobie wyobrazić, jaka była moja radość, gdy niedawno, podczas jednej z wizyt u byłych Pracodawców, Podopieczny niespodziewanie mi ją wręczył [po długim czasie wreszcie się odnalazła!].


    W międzyczasie nabyłam kilka kolejnych książek o podobnej tematyce i długo szukałam takiej samej lub bardzo zbliżonej do zaginionego egzemplarza. W końcu się udało!
    Kuchnia pełna cudów [autor: M. Terlikowska] to obowiązkowa pozycja, którą najpierw upolowałam w formie e-booka, ale to mi nie wystarczyło. Szybko zapragnęłam posiadać jej drukowaną wersję w zadbanym stanie. A o to nie było wcale łatwo. Książka ma bowiem tyle lat co ja! Została wydana w 1988 r., choć to i tak było już wznowione wydanie!
    Opisywana pozycja jest 53 stronicowym, podzielonym na rozdziały, opowiadaniem o rodzinie Kowalskich i ich kuchennych perypetiach. Tak jak opisywana uprzednio Gotujemy sami zawiera umiejętnie wplecione w historie: przepisy i pomysły na podanie przygotowanych potraw. To wszystko dodatkowo okraszone podobnymi ilustracjami [nie wiem dlaczego, ale mam słabość do tego typu szaty graficznej/tego sposobu rysowania. Jest takie "inne" i takie "wyjątkowe"].



    Przysmaki Dziwaki. Kanapki [wyd. LIWONA] to maleńka książka w formacie 14x15cm. Na jej twardych stronach zostało przedstawionych zaledwie 5 pomysłów na przygotowanie kanapek o wyglądzie: skorpiona, misia, wilka, krowy oraz żmii. Książkę wypatrzyłam przypadkowo w jednym z kiosków. Kosztowała 3,50zł.



    Niedługo po zakupie wypatrzyłam w internecie jej wzbogaconą wersję - Nie do wiary, w kuchni czary. Bez zastanowienia i ją nabyłam.
    W książce znajdują się szczegółowo przedstawione, dosłownie "krok po kroku" [dużo zdjęć!], sposoby na niejadka, tj. przepisy, dzięki którym uda się stworzyć potrawy o niezwykłym wyglądzie. Zostały one podzielone na kategorie: kanapki, figurki, tosty, dania na talerzu oraz desery.
    Cena sugerowana to 19,90zł.


    Ostatnia z propozycji to Kulinarne zabawy dla niejadków [wyd.: Olesiejuk], którą upolowałam w Media Markt zupełnie przypadkowo i to za jedyne 9,90zł. Książka ma 127 stron i zawiera 61 pomysłów na kulinarne kompozycje. Przepisy zostały dokładne opisane i sfotografowane.


    Wydania wszystkich pozycji nie pozostawiają nic do życzenia. Są naprawdę miłe dla oka, porządnie wykonane, a przede wszystkim znajdziemy w nich to, czego szukamy - ciekawe i kreatywne sposoby na niejadka!


    P.S. Słyszałam także o książce Gratka dla małego niejadka [autor: E. Dziubak], ale niestety, nie wiem, ile w niej przepisów/pomysłów i jakiej są one jakości. Zdania co do pozycji są podzielone. Niektórzy ją zachwalają, inni krytykują. Mnie, po tym co miałam okazję zobaczyć w internecie, jakoś nie zachwyciła [no, poza szatą graficzną i jedną przedstawioną tutaj stroną!], ale tak jak wspominałam, nie widziałam książki w całej okazałości. Jej cena, około 30-40zł, również nie zachęca.


    A czy Wy macie sprawdzone sposoby na niejadka? Czy przygotowujecie dla Małych Krytyków Kulinarnych jakieś smaczne potrawy o przykuwającym wzrok wyglądzie? Improwizujecie, czy korzystacie z gotowych pomysłów? A może znacie książki podobne do opisanych? Chętnie się dowiem!

piątek, 6 grudnia 2013

Jest sens, czy nie ma sensu? - oto jest pytanie!

    - Ee, ale wymyślasz! Po co to robisz?!
    - Ono jest jeszcze za małe! Przecież sobie nie poradzi!

    Takie komentarze ostatnio usłyszałam od znajomych, gdy zobaczyli, co przygotowuję do pracy [a przygotowywałam wówczas materiały do zabaw plastycznych]. I z przykrością muszę przyznać, że to nie był pierwszy raz. Z podobnymi reakcjami spotkałam się już, kiedy ktoś dowiadywał się, jak spędzam czas z Podopiecznymi.
    Te sytuacje zmusiły mnie do refleksji. Wydaje mi się, że opisane osoby po prostu nie doceniają możliwości Maluchów. Nie rozumieją także, że nie zawsze liczy się efekt końcowy. Przecież nikt [chyba!] nie oczekuje od 1-2. rocznych Brzdąców chirurgicznej precyzji, umiejętności doświadczonego budowniczego i talentu Picassa. Innymi słowy, wytwór małych rączek nie musi być ani piękny [pojęcie względne], ani tym bardziej dopracowany w każdym calu. Ba! Co więcej [dla niektórych to także zaskoczenie], wcale nie musi go być! Najważniejsze jest działanie/aktywność, jaką Dziecko podejmuje. To one sprawiają największą frajdę i wszechstronnie rozwijają. Mam nadzieję, że dzięki niektórym wpisom uda mi się to udowodnić.
    Inspiracje do prac/zabaw plastycznych czerpię z: własnej głowy lub głów doświadczonych znajomych, różnorodnych książek i stron internetowych, jak również ciekawych warsztatów/szkoleń. Wiele pomysłów jest prostych [dostosowanych do wieku Maluszków], znanych i lubianych.