niedziela, 13 sierpnia 2017

Nauka przez zabawę.
Poznajemy stadia rozwoju motyli

    Jak najłatwiej przyswoić wiedzę? Przez działanie, doświadczanie i przyjemną zabawę, która nie wywiera na nas żadnego przymusu czy presji. Podążając właśnie tym tropem pokazałam Podopiecznej trochę świata fauny i wyjaśniłam "skąd się biorą" [oczywiście niedosłownie ;), wiecie o co chodzi] te wszystkie motyle, które obserwujemy na spacerach.

    Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Facebooku owady, które miałyśmy okazję wykonać. Wśród nich znalazły się urocze gąsieniczki i to właśnie one stały się podstawą naszej nauki, a dokładniej jednym z materiałów dydaktycznych, który ułatwił mi przekazanie wiedzy Podopiecznej.

    No, dobrze, gąsieniczki już miałyśmy, ale co dalej? Oczywiście, potrzebowałyśmy jeszcze imago, czyli dorosłej formy motyla. Już kilkakrotnie pokazywałam Wam (o chociażby tu, czy tu :)) jedną z moich ulubionych prac technicznych, w wyniku której powstają urocze motylki. Postanowiłam ponownie skorzystać z tego pomysłu (i tak, tutaj od razu wtrącę - kolejna tura robienia motylków po roku czasu cieszyła Podopieczną jeszcze bardziej niż ta pierwsza ;)).

    Teraz kiedy już miałyśmy gotowe pomoce dydaktyczne wystarczyło w formie zabawy przeprowadzić małe przedstawienie. Tutaj pomocna okazała się zwykła pogadanka na dywanie. Cały czas poprzez zabawę, pokazując na naszych prototypach, wyjaśniłam Podopiecznej, jak to się dzieje, że ta malutka gąsienica bez skrzydeł zamienia się w najprawdziwszego motyla!

    Czy zabawa przyniosła oczekiwany efekt? Zdecydowanie, tak! Roześmiana Polcia kilkakrotnie prosiła, żebym powtórzyła całe "przedstawienie", a później sama "otaczała gąsienice w kokonie". Bez trudności zapamiętała również, jak to z tym cyklem rozwojowym motyli jest ;).
    Podsumowując, polecam Wam tego typu zabawy, w których przemycacie trochę wiedzy dot. otaczającego nas świata. Przy jednoczesnym aktywnym działaniu i wykorzystaniu materiałów bliskich Dzieciom (np. zrobionych przez nie same) raczej nie ma szans na niepowodzenie ;).

sobota, 22 kwietnia 2017

Umba, Bulba, Bam?!
Jeśli ktoś z Was w to nie wierzy, niech zobaczy sam!

    Dzisiaj chciałam Wam pokazać jedną z moich ulubionych prac plastyczno-technicznych, którą już wielokrotnie wykonywałam z moimi Podopiecznymi.
    Dlaczego ją tak lubię? Czemu tak często do niej wracam? To bardzo proste! Otóż:
- tworzący swoje małe dzieło Maluch ma niemal całkowitą dowolność dobrania elementów, a więc tym samym uczy się decydowania, które zapewniam Was, jest dla niego źródłem sporego zadowolenia [szczególnie potwierdzi to zdrowo rozwijający się dwulatek, jak i obcujący z nim jego Rodzice/opiekunowie] ;)
- Dziecko dobrze się bawi przy jednoczesnym ćwiczeniu małej motoryki,
- wytwór/efekt finalny, choć za każdym razem inny, to bez wątpienia satysfakcjonujący i ciekawy!

Podsumowując: 3 razy TAK dla stworków, potworków lub jak kto woli ufoludków, o których tu mowa.

Puli-Pulinka, Pikok, Serduszkwiat, Zębatek

    Pierwsze potworki robiłam kilka lat temu, jeszcze z dziewczynką, którą się wówczas opiekowałam. Do ich wykonania potrzebowałyśmy zaledwie pianki [tak, tej słynnej z Biedronki ;), ale w innych sklepach też ją spokojnie dostaniecie], ruchomych oczu i dobrego kleju/dwustronnej taśmy klejącej.
   W domu wycięłam z pianki poszczególne elementy, które następnie wystarczyło połączyć według własnego uznania. Ograniczały nas jedynie wyobraźnia oraz ilość przygotowanych materiałów ;).
    Najlepszy dowód na potwierdzenie świetności zabawy? Prośba Dziecka o więcej, która kilka dni później została spełniona. Tym razem przy użyciu pianki brokatowej.


    Nie tak dawno temu ufoludki wykonywałam również z moją obecną Podopieczną.

    Tym razem jednak miałyśmy konkretny pierwowzór ;). Motywem przewodnim były ufoludki z jednej z ulubionych piosenek Podopiecznej [Śpiewające Brzdące - Ufoludki na urlopie].


    Jak widać jednak poniżej, na ufoludkach z piosenki się nie skończyło. Pochłonięta dobrą zabawą Podopieczna wykonała dodatkowo kolejne, już całkowicie swoje potworki, a do kompletu, jak to sama określiła, "kanapkę".

    Co tu dużo pisać? Maluch zajęty i usatysfakcjonowany. Myślę, że Rodzice/opiekunowie też na tym skorzystają ;). Jak najbardziej polecam i przyznaję zabawie zasłużone 5 gwiazdek.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Urodziny już niebawem, gości zaprosimy zatem!


    W związku ze zbliżającymi się urodzinami (już 3.!) mojej Podopiecznej, Jej Rodzice poprosili nas, abyśmy wspólnie zrobiły zaproszenia na przyjęcie, które niebawem ma się odbyć z tej okazji. Jako że motyw przewodni całej imprezy był mi już znany, pozostało zabrać się do pracy i coś wymyślić.

    Jak wykonałyśmy zaproszenia? Od podstaw.
    Najpierw samodzielnie w domu przygotowałam bazę zaproszeń na kartkach A5. Co to znaczy? Wybrałam odpowiednie ilustracje, dopasowałam ich wielkość, "poskładałam" je w programie komputerowym, wypełniłam środek, tzw. część informacyjną, a na końcu wydrukowałam. Następnie zabrałam się za przygotowywanie elementów, którymi należało wykończyć nasze zaproszenia. Zależało mi, aby nadać im lekkiej trójwymiarowości i tak oto padło na przygotowanie poszczególnych rozmaitości (np. miękkich i ruchomych), które później Polcia przykleiła w wybranych miejscach.

    Pochwalę się Wam i napiszę, że Podopiecznej chyba spodobał się ogólny pomysł, bo podłapała go raz-dwa i równie szybko ozdobiła tytułowe strony zaproszeń. Bez większego tłumaczenia Mała intuicyjnie wiedziała, co robić i zabrała się do pracy. Każdy z bohaterów ulubionej bajki Polci otrzymał odpowiednie ubranko z filcu oraz zestaw wybranych dodatków. Myślę, że wszystko jest dobrze widoczne na zdjęciach.
    Na samym końcu Podopieczna ozdobiła zaproszenia wewnątrz przyklejając według własnego uznania tematyczne naklejki. Gotowe!

    Z tego co mi wiadomo, kilka zaproszeń zostało już rozdanych.
    A teraz powiedzcie mi tak szczerze, czy gdyby ktoś Was uraczył takim urodzinowym zaproszeniem, przyjęlibyście go i z chęcią pojawili się na przyjęciu :)??